Uczucie, kiedy dopiero zaczynasz podróż jest fantastyczne – wszystko jest jeszcze przed TobÄ… i zaraz siÄ™ zacznie! My dÅ‚ugo nie mogliÅ›my siÄ™ doczekać naszej motocyklowej andyjskiej tuÅ‚aczce, ale jak już siÄ™ zaczęło, nie mogliÅ›my przestać.
Idea
Nasza podróż byÅ‚a Å›lubnym prezentem od wszystkich goÅ›ci. RzuciliÅ›my dotychczasowe prace, poza budżetem nic wiÄ™cej nas nie ograniczaÅ‚o. O Ameryce PoÅ‚udniowej sÅ‚yszeliÅ›my wystarczajÄ…co wiele dobrego, żeby zdecydować siÄ™ na wyjazd wÅ‚aÅ›nie na ten kontynent. SÄ…dziliÅ›my, że Å›rodków wystarczy nam na jakieÅ› cztery miesiÄ…ce zwiedzania. Mocno nagÅ‚owiliÅ›my siÄ™ przy kupnie biletu: chcieliÅ›my przylecieć w jedno miejsce a wylecieć z zupeÅ‚nie innego. W koÅ„cu najtaÅ„szÄ… opcjÄ… okazaÅ‚o siÄ™ połączenie dwóch biletów: Warszawa – Madryt – Warszawa (LOT) i Madryt – Amsterdam – Panama – Bogota – (surface) – Sao Paolo – Madryt z KLM. Surface oznacza odcinek pokonany lÄ…dem, czyli sedno naszej wyprawy. Tak naprawdÄ™ planowaliÅ›my zobaczenie Kolumbii, Ekwadoru, Peru i Boliwii, po czym chcieliÅ›my przedostać siÄ™ do Sao Paolo by zÅ‚apać samolot do domu.
Dlaczego motorem?
Wybór Å›rodka transportu byÅ‚ dla nas oczywisty. W naszych wczeÅ›niejszych podróżach odkryliÅ›my, że najwiÄ™kszÄ… radość daje nam odnalezienie i przeżycie miejsc, do których wiÄ™kszość turystów nie dociera. Lubimy zwiedzać turystyczne pereÅ‚ki , jednak przede wszystkim cenimy sobie obserwowanie odmiennych i obcych nam kultur w ich naturalnym Å›rodowisku. W nieskażonych turystycznie regionach ludzie zawsze sÄ… bardziej „ludzcy”: nie traktujÄ… nas jak bankomatu, cieszÄ… siÄ™ ze spotkania, wyrażajÄ… swoje zainteresowanie, sÄ… goÅ›cinni, otwarci. DoÅ›wiadczyliÅ›my tego w Azji, wypożyczajÄ…c motor w Nepalu, Indiach, Chinach czy Wietnamie, ale przede wszystkim w Laosie, gdzie zdecydowaliÅ›my siÄ™ kupić chiÅ„skÄ… podróbkÄ™ Hondy, do której przytroczyliÅ›my na sztywno przyczepkÄ™ skonstruowanÄ… naprÄ™dce z używanych części. Takim oto rydwanem przemierzyliÅ›my Laos z północy na poÅ‚udnie. Motor wydawaÅ‚ siÄ™ być idealnym rozwiÄ…zaniem. Przemierzanie kilometrów na dwóch koÅ‚ach miaÅ‚o nie być celem samo w sobie, lecz dać nam niczym nieograniczonÄ… wolność. Motocykla w Polsce nigdy nie mieliÅ›my, a wysokie koszty transportu przez Atlantyk (ok. 2000 dolarów w dwie strony) skÅ‚oniÅ‚y nas do kupna dwukoÅ‚owca, który byÅ‚ już na miejscu. SiedzÄ…c jeszcze w Polsce znaleźliÅ›my przez Internet parÄ™ Holendrów zamierzajÄ…cych sprzedać swój motocykl w Kolumbii. Cena, caÅ‚kiem korzystna jak na 5 letnie Kawasaki KLR650, zawieraÅ‚a peÅ‚en motocyklowy ekwipunek – torby boczne przednie i tylne, tankbag i dwa komplety strojów motocyklowych wraz z kaskami. ZaryzykowaliÅ›my i kupiliÅ›my w ciemno. Holendrzy musieli bowiem jechać dalej, wiÄ™c motocykl przez miesiÄ…c czekaÅ‚ sobie na nas w Å›wietnym hostelu Casa Kiwi w Medellinie, kolumbijskim chiloutowym mieÅ›cie. Zobaczywszy, że motor naprawdÄ™ istnieje i co najważniejsze dziaÅ‚a, zapakowaliÅ›my dwie boczne torby, uÅ‚ożyliÅ›my dwa plecaki na tylnej drewnianej desce – jeden na drugim, przywiÄ…zaliÅ›my je kilkoma linami i ruszyliÅ›my przed siebie.
Gdzie byliśmy i co robiliśmy
Widzieliśmy niesamowicie różnorodne miejsca.
Na karaibskich plażach po obu stronach granicy Kolumbii z Panamą wskakiwaliśmy do wody, żeby się ogrzać.
W samej Kolumbii syciliśmy oczy kolonialnymi miasteczkami, w tym Barricharą, gdzie kręcili niedawno Zorro, bo miasto zachowało w 100% autentyczny charakter.
Tam też, w okolicach San Gil, pierwszy raz w życiu lecieliÅ›my na paralotni – nie zapomnimy nigdy siÅ‚y odÅ›rodkowej korkociÄ…gów. JadÄ…c na pustyniÄ™ Tatacoa w straszliwym żarze lejÄ…cym siÄ™ z nieba, przegapiliÅ›my most, przez co musieliÅ›my jechać przez bagniste łąki i przeprawiać motor przez rzekÄ™, wnoszÄ…c go na kijach na drewnianÄ… Å‚upinkÄ™ o szerokoÅ›ci 60-70cm.
W Ekwadorze podziwialiÅ›my przede wszystkim oÅ›nieżone wulkany – przy jednym z nich wyjechaliÅ›my z peÅ‚nym bagażem do ostatniego schroniska na 4800 m npm, skÄ…d atakuje siÄ™ szczyt (6267 m npm). Kiedy spytaliÅ›my opiekunów schroniska, czy przypadkiem nie moglibyÅ›my sobie ugotować kukurydzy, ze zdumieniem nam powiedzieli, że owszem możemy, tylko że na tej wysokoÅ›ci bÄ™dziemy musieli poczekać jakieÅ› 2h aż bÄ™dzie ona gotowa do spożycia.
Przekraczając granicę Peru, mieliśmy obawy, że będzie to najgorszy punkt naszej podróży przez nadmiernie masową turystykę.
Szybko jednak okazało się, że jesteśmy w błędzie. Bardzo mozolnie jechało się szutrowymi i krętymi drogami, przez góry leżące wewnątrz kraju, jednak nasza potrzeba autentyczności została w 150% zaspokojona. Śpiąc u lokalnych ludzi mogliśmy się przekonać, jak smakuje smażona w głębokim tłuszczu świnka morska, która jeszcze 5 minut wcześniej biegała pod stołem. Machu Picchu zrobiło na nas niesłychane wrażenie, choć ślady Inków mogliśmy bardziej sobie wyobrazić w Choquequirao, tzw. Machu Picchu II, które wciąż w dużej części porośnięte krzakami, odcięte całkowicie od świata, pobudza bardzo mocno wyobraźnię.
W Boliwii wszystkie atrakcje jakie widzieliśmy (niesamowity karnawał w Oruro, wizyta w dżungli, zdobycie sześciotysięcznika Huayna Potosi itd) i tak pozostaną w cieniu naszego głównego celu: największego solniska świata, Salaru de Uyuni, i jego okolic z marsjańskimi krajobrazami. Salar przez większość roku jest białą, bezkresną, płaską jak stół płaszczyzną, gdzie orientacja i perspektywa gubi jakiekolwiek punkty odniesienia, a siatkówka oka pali się od odbijanego zewsząd światła. My jednak natrafiliśmy na porę deszczową, kiedy to warstewka wody na salarze sprawia, że niebo i salar zlewają się w jedną błękitną obłędną całość. Nawet zdjęcia nie oddadzą wrażenia, które można przeżyć na miejscu. Orgia zmysłów.
Przedłużenie
Jednak tutaj nasza podróż siÄ™ nie zakoÅ„czyÅ‚a. Bardzo szybko odkryliÅ›my, że skoro nie mamy żadnych zobowiÄ…zaÅ„, a jedyne co nas ogranicza to budżet, to sprawimy, aby starczyÅ‚ na dÅ‚użej. W ten sposób wydÅ‚użyliÅ›my naszÄ… podróż o kolejne 3,5 miesiÄ…ca, dziÄ™ki czemu nie tylko zobaczyliÅ›my bardziej dokÅ‚adnie BoliwiÄ™, lecz również przemierzyliÅ›my dużą część Chile i Argentyny. W Chile przyglÄ…daliÅ›my siÄ™ przez chwilÄ™ Rajdowi Dakar, poznajÄ…c HoÅ‚ka, RafaÅ‚a Sonika, czy KubÄ™ PrzygoÅ„skiego, a po potężnym trzÄ™sieniu ziemi koÅ‚o Concepcion obserwowaliÅ›my zniszczenia i rozmawialiÅ›my z mieszkaÅ„cami tego pechowego regionu. Sami mieliÅ›my pierwszy raz w życiu kilkukrotnÄ… okazjÄ™ odczucia wstrzÄ…sów wtórnych – po takim zjawisku mój błędnik potrzebowaÅ‚ dobry kilku godzin, aby na nowo zacząć sprawnie dziaÅ‚ać. Chile i Argentyna jednak znacznie różniÄ… siÄ™ od wczeÅ›niej zwiedzanych krajów – sÄ… krajami gospodarczo rozwiniÄ™tymi, etnicznie bliskimi poÅ‚udniowej Europie, droższymi, wygodniejszymi, bezpieczniejszymi. OdtÄ…d drogi coraz rzadziej byÅ‚y szutrowe, mimo wszystko jednak przygód nie brakowaÅ‚o.
The best of!
Gdybym miaÅ‚ opowiedzieć jedynie jeden etap naszej podróży, z pewnoÅ›ciÄ… byÅ‚yby to wÅ‚aÅ›nie nasze ostatnie dni w poÅ‚udniowo-zachodniej Boliwii. Salar de Uyuni byÅ‚ murowanym hitem, na który cieszyliÅ›my siÄ™, od kiedy zobaczyliÅ›my go na zdjÄ™ciach przed kilkoma laty. I nasze marzenie dotarcia tam speÅ‚niliÅ›my. Z powodu zalania wodÄ…, na Salar mogliÅ›my wjechać jedynie kilka kilometrów w głąb, nie dotarliÅ›my do sÅ‚ynnej kamienistej wyspy z kaktusami, która znajduje siÄ™ na samym Å›rodku salaru. Zamiast tego mieliÅ›my mnóstwo czasu, żeby obserwować, jak zmienia siÄ™ krajobraz na salarze w zależnoÅ›ci od wysokoÅ›ci sÅ‚oÅ„ca nad widnokrÄ™giem. I warto byÅ‚o czekać, bo im później, tym potÄ™gowaÅ‚ siÄ™ efekt lustra odbijajÄ…cego niebo w wodzie. Sam zachód byÅ‚ niemniej spektakularny i co jeszcze piÄ™kniejsze – byÅ‚ widowiskiem zarezerwowanym dla garstki osób, pozostajÄ…cych na noc w hotelu zbudowanym z bloków soli, i nas – którzy wbrew rozsÄ…dkowi, zaÅ› zgodnie z wielkÄ… pokusÄ…, wjechali w solankÄ™ motorem. OczywiÅ›cie nie obyÅ‚o siÄ™ bez horroru w postaci naÅ‚apania jej do gaźnika, jednak z pomocÄ… JapoÅ„czyków udaÅ‚o nam siÄ™ z Salaru na motorze przed nocÄ… wyjechać. Z Uyuni zapuÅ›ciliÅ›my siÄ™ w bezdroża Boliwii, gdzie bardzo blisko schodzÄ… siÄ™ granice Argentyny i Chile.
Region ten jest bardzo popularny wÅ›ród zachodnich turystów, którzy eksplorujÄ… go w konwojach LandCruiserów przemieszczajÄ…cych siÄ™ w ciÄ…gu dwóch dni z Uyuni do San Pedro de Atacama, popularnej miejscowoÅ›ci leżącej już w Chile na skraju Pustyni Atacama. My nie chcieliÅ›my ograniczać siÄ™ czasowo, wiÄ™c wziÄ™liÅ›my odpowiednie zapasy paliwa, wody i jedzenia, i ruszyliÅ›my przed siebie. Krajobraz zmieniaÅ‚ siÄ™ stopniowo, ale nieodwracalnie, i szybko znaleźliÅ›my siÄ™ w terenie bardzo suchym i skÄ…pym w roÅ›linność, bujnÄ… jedynie w bezpoÅ›rednim sÄ…siedztwie nielicznych potoków. I im bliżej granicy z Chile, tym krajobraz stawaÅ‚ siÄ™ coraz bardziej surowy, przybywaÅ‚o wulkanów, a mieszkaÅ„ców nie spotykaliÅ›my już żadnych. Wszystko co nas otaczaÅ‚o byÅ‚o jedynie dla naszych oczu, ale jednoczeÅ›nie mieliÅ›my Å›wiadomość, że i my zdani jesteÅ›my jedynie na samych siebie. Wraz z ostatnimi osadami ludzkim dramatycznie pogorszyÅ‚ siÄ™ stan dróg. Teren suchy, piaszczysty lub kamienisty powodowaÅ‚, że kursujÄ…ce terenówki wyjeżdżaÅ‚y kolejne równolegÅ‚e Å›lady. W ten sposób droga w wielu miejscach rozdzielaÅ‚a siÄ™ na kilkadziesiÄ…t równolegÅ‚ych torów. Å»aden z nich nie jest dobry dla motocykla. W nowym motocykl siÄ™ zapada, stary zaÅ› jest wybity na takÄ… tarkÄ™, że również nie sposób go bezproblemowo prowadzić. Trudne warunki nie byÅ‚y jednak w stanie przysÅ‚onić radoÅ›ci i szczęścia, które odczuwaliÅ›my z „tam-bycia”. PrzepiÄ™kne wulkany, cudowne kolorowe jeziora, a w nich stada dostojnie brodzÄ…cych różowych flamingów. Do tego niezwykÅ‚e kolory ziemi, zmieniajÄ…ce siÄ™ za każdym wzniesieniem perspektywy. I te pola gejzerów, bulgoczÄ…cych gÅ‚oÅ›no, plujÄ…cych bÅ‚otem, ziejÄ…cych gazami. I te gorÄ…ce źródÅ‚a, w których tak przyjemnie siÄ™ siedziaÅ‚o o poranku, kiedy to w nocy temperatura na zewnÄ…trz namiotu spadaÅ‚a do -10.
I ta wolność biwakowania w dowolnym miejscu. Nawet zupki chińskie smakują inaczej. I ta niczym nieograniczona przestrzeń, bezkres bezchmurnego nieba. I świadomość nieuchwytności chwili. Kiedy zatęsknimy naprawdę mocno, trzeba będzie tu wrócić. Koniecznie. Ostatecznie, pokonanie 739 km zajęło nam osiem pracowitych dni. Jak radził mi mój idol podróżniczy Konrad Kąkolewski, trzeba tam pojechać, odsiedzieć tak długo ile się będzie potrafiło i jeszcze ze 2 dni więcej. Była to bez wątpienia dla nas najlepsza przygoda wyjazdu.
Do najlepszych chwil zaliczamy też z całą pewnoÅ›ciÄ… każde zaznanie goÅ›cinnoÅ›ci. A goÅ›cinność w Ameryce PoÅ‚udniowej potrafi przybrać poziomy niezwykÅ‚e. MiÅ‚o wspominamy mechanika z Concepcion, który obdzwoniÅ‚ swoich kolegów z sieci motocyklistów chilijskich z proÅ›bÄ… o przygarniÄ™cie nas do siebie. I tak przez kilka kolejnych dni chroniliÅ›my siÄ™ przed deszczem w domach motorowych pasjonatów – u Lucio Goldwinga = szefa, który pokazywaÅ‚ nam godzinami swoje zdjÄ™cia z jazdy na Hondzie bez trzymanki i u Carlosa, który zrobiÅ‚ na nasz przyjazd wielkÄ… imprezÄ™ z grillowanymi w kilku warstwach gazety rybami (specjalna „La teknik”!). W Argentynie z kolei farmer
zaprosił nas do swojego pałacowego domu, dając nam własny pokój z prywatną łazienką i prosząc dwie gosposie o przygotowanie nam śniadania :) Niezła odmiana po 2 miesiącach spania w namiocie,w większości na dziko!
Bezpieczeństwo
Wiele osób przed naszym przyjazdem przestrzegało nas przed czyhającymi na nas nieprzyjemnymi niespodziankami. W Kolumbii, która kojarzy się z wielkimi problemami z bezpieczeństwem (np. z uprowadzeniami turystów dla okupu), czuliśmy się nadzwyczaj bezpiecznie, co chwilę natrafiając na patrol wojska, policji czy żandarmerii. Tam gdzie panują baroni narkotykowi, nie zapędzaliśmy się. Z drugiej strony w Peru o mały włos nie padliśmy ofiarą uzbrojonych bandytów czyhających na nocne autobusy. W miejscu, gdzie złapaliśmy gumę i przed zostaniem na noc uchroniła nas lokalna policja, w nocy rabusie ogołocili autobus pełen zmierzających przed Bożym Narodzeniem na prowincję do swoich rodzin Peruwiańczyków i parę Belgów. Ich emocje słyszeliśmy tuż po zdarzeniu, jako że tę noc spędziliśmy ugoszczeni w policyjnych pryczach na komisariacie. O drobnym złodziejstwie w miastach, w tym o jego wyrafinowanych technikach, wiele mogliśmy usłyszeć, jednak na szczęście nie doświadczyliśmy. Nie wiem czy dlatego, że zawsze stosowaliśmy się do ogólnie znanych zasad bezpieczeństwa, czy też dlatego jednak, że większość czasu spędzaliśmy wśród serdecznych ludzi z prowincji.
Hiszpański
Ten wyjazd nas na pewno wiele nauczył. Przede wszystkim języka hiszpańskiego. Kiedy byliśmy w krajach azjatyckich, bardzo brakowało nam możliwości poprowadzenia choć podstawowej rozmowy z ludźmi których spotykaliśmy. I mimo pozytywnego nastawienia i aktywnej gestykulacji, możliwości komunikacji były mocno ograniczone. Ameryka Południowa pod tym względem oferuje fantastyczną możliwość. Od przylotu do Bogoty aż do dotarcia do Buenos Aires, przemierzywszy na samym motorze w ciągu ponad ośmiu miesięcy 22 tysiące kilometrów przez sześć krajów, mogliśmy porozumiewać się w jednym języku. To było wielką motywacją, aby korzystać z każdej możliwości i dzień po dniu, zaczynając od kompletnych podstaw, stawać się co raz bardziej płynnym. Pod koniec podrozy, poznawszy Waltera i Sirvine, prowadzilismy naprawde ambitna dyskusje. W sumie dopiero po tym, jak przekroczyliśmy granicę z portugalskojęzyczną Brazylią mogliśmy się naprawdę przekonać, jak bliski stał się nam język hiszpański.
Problemy z motorem
Wiele osób pyta nas, czy motor nie sprawiaÅ‚ nam żadnych trudnoÅ›ci. Odpowiedź jest wiele mówiÄ…ca: trudnoÅ›ci, które nas czekaÅ‚y w podróży, w 90% byÅ‚y zwiÄ…zane wÅ‚aÅ›nie z motocyklem. Trzeba przyznać, że nie ma on Å‚atwego życia. Od kiedy pewien Kalifornijczyk przyjechaÅ‚ kilka lat temu na nim do Ameryki PoÅ‚udniowej i sprzedaÅ‚ go innym turystom, motor nieustannie przechodzi z rÄ…k do rÄ…k. Jeździ po ciężkim terenie, zaÅ‚adowany do granic możliwoÅ›ci. Poznani przez nas Francuzi Pierre i Laurance, jeszcze przed Bożym Narodzeniem 2010 powinni osiÄ…gnąć KolumbiÄ™, dokÄ…d w tej chwili zmierzajÄ…. Motor wiÄ™c, pomimo że ma dopiero 5 lat, jest już bardzo mocno zużyty. CzuliÅ›my, jak silnik z miesiÄ…ca na miesiÄ…c traciÅ‚ kondycjÄ™. W Peru dokonaliÅ›my nawet koniecznej jego naprawy, jednak byÅ‚o to jedynie chwilowe rozwiÄ…zanie. Bardzo zmartwiÅ‚a nas również, i mocno uderzyÅ‚a po kieszeni, dwukrotna awaria tylnego amortyzatora, którego cena na miejscu wynosi ponad 1000USD. Co ciekawe jednak, w podróży najbardziej dokuczliwe byÅ‚y teoretycznie drobne problemy. Wszystko zależy od miejsca, w którym awarie zaskoczÄ…. Bo kiedy rozerwaÅ‚ nam siÄ™ zużyty Å‚aÅ„cuch na Å›rodku ronda w dużym chilijskim mieÅ›cie, pomoc i części udaÅ‚o siÄ™ nam zaÅ‚atwić caÅ‚kiem sprawnie i bezstresowo. Wystarczy jednak, aby zÅ‚apać gumÄ™ gdzieÅ› na odludziu, a o emocje nie trudno. Chwil zwÄ…tpienia byÅ‚o kilka. W północnym Chile kilka w ciÄ…gu 3 dni przebiliÅ›my oponÄ™ ostatecznie dojeżdżajÄ…c do mechanika z dÄ™tkÄ… przebitÄ… w 16 miejscach. Na Salarze de Coipasa – mÅ‚odszym i mniejszym bracie Salara de Uyuni, kompletnie bezludnym i zupeÅ‚nie nieturystycznym zakopaliÅ›my siÄ™ w ukrytym pod solÄ… mule za Å‚aÅ„cuch. Po wielu próbach wypchania motoru w którÄ…kolwiek stronÄ™, wywaliliÅ›my go na bok, po czym przeczoÅ‚galiÅ›my po ziemi do obszaru bardziej twardego, tam postawiliÅ›my i zawróciliÅ›my do punktu wyjÅ›cia. WracajÄ…c z kolei z dżungli awaria skrzyni biegów zmusiÅ‚a nas do transportowania motoru do La Paz autobusem w luku bagażowym. Wypakowany już w boliwijskiej stolicy motor po 12-godzinnej podróży po wertepach miaÅ‚ 10-centymetrowÄ… dziurÄ™ w baku na paliwo. Innym problemem byÅ‚a niska dostÄ™pność części eksploatacyjnych – klocków hamulcowych czy filtrów oleju pasujÄ…cych do tego konkretnego modelu – do policzenia na palcach jednej rÄ™ki. Kupić porzÄ…dny olej nie jest Å‚atwo, ale kiedy nagle umarÅ‚ nam na poÅ‚udniu Boliwii akumulator, znalezienie i kupienie nowego zajęło nam 2 tygodnie, w ciÄ…gu których nasz dom na 2 kółkach musieliÅ›my uruchamiać na pych.
Czy zrobiliśmy dobrze?
Czy w takim razie dobrze postÄ…piliÅ›my, pchajÄ…c siÄ™ w nieznane używanym motorem, nie posiadajÄ…c żadnego doÅ›wiadczenia czy umiejÄ™tnoÅ›ci prawidÅ‚owej eksploatacji motoru? Kategorycznie nie! Motocykl daÅ‚ nam niesamowitÄ… elastyczność i wolność podróżowania. SprawiÅ‚, że droga staÅ‚a siÄ™ po części celem samym w sobie, dziÄ™ki czemu zachowaliÅ›my ciÄ…gÅ‚ość krajobrazów, obserwowaliÅ›my zachodzÄ…ce zmiany. PodróżujÄ…c nocnym autobusem koncentrowalibyÅ›my siÄ™ jedynie na typowo turystycznych atrakcjach. OczywiÅ›cie, warto by byÅ‚o znać siÄ™ choć na podstawach mechaniki motoru. OczywiÅ›cie, oszczÄ™dzilibyÅ›my sobie mnóstwo stresu, gdybyÅ›my przywieźli ze sobÄ… w 100% sprawny motocykl z domu. Ale nie majÄ…c takich możliwoÅ›ci, poszliÅ›my na żywioÅ‚ i nigdy tego nie żaÅ‚owaliÅ›my. Nie trzeba być wielkim motocyklistÄ… z doÅ›wiadczeniem, żeby na motorze podróżować. Wystarczy chcieć – jesteÅ›my tego najlepszym przykÅ‚adem. MieliÅ›my wybór: czytać relacje innych i marzyć o niedostÄ™pnych dla nas warunkach, albo też dziaÅ‚ać w obrÄ™bie warunków, jakie mamy, i starać siÄ™ z uÅ›miechem przezwyciężać przeszkody. Teraz, doÅ›wiadczeni J myÅ›limy już inaczej o naszej kolejnej wyprawie. JesteÅ›my dużo mocniejsi niż wczeÅ›niej. Afryka czeka!
Dziękujemy Tym z Was którzy nas czytali i w myślach wspierali, zaś tych z Was dla których jest to pierwszy post, zachęcamy do eksplorowania archiwalnych wpisów.
Pozdrawiamy serdecznie
Michał i Magda
P.S. Ten tekst zajął trzecie miejsce w konkursie Aparat na Motor magazynu National Geographic Traveller. Najlepszą zdaniem jurorów relację można przeczytać w sierpniowym numerze magazynu. A nagrody dla pierwszego, drugiego i trzeciego miejsca byly te same :) Wygralismy maly aparat fotograficzny Samsunga, ktory pomimo braku wodo- kurzo- i wstrzasoodpornosci zastapi nam zgubionego w Argentynie Lumixa.
